Flagman i Fidasz umacniają się w pierwszoligowej czołówce
Rocon Gumzamet Fidasz i Flagman dopisały do swojego konta kolejny komplet punktów, dzięki czemu umocniły się na czele pierwszej ligi. Zapraszamy ma podsumowanie wszystkich dwunastu wtorkowych spotkań.

FC Pączusie już po raz drugi w tym sezonie mogą się cieszyć z kompletu punktów! Starcie z CHILL GUYS rozkręcało się dosyć powoli, ale to Pączusie jako pierwsze skutecznie zaatakowały i objęły prowadzenie w 11. minucie. Po upływie dziewięciu kolejnych minut CHILL GUYS zdołali doprowadzić do wyrównania, ale na kolejne trafienia trzeba było poczekać do ostatniego kwadransa. Wtedy do roboty ponownie wzięły się Pączusie, które w 37. minucie strzeliły drugiego gola, a w 40. minucie ustaliły wynik meczu na 3:1.

Po imponującej wygranej z MPK Wrocław Flagman w równie imponujący sposób rozprawił się z FC Velicante Wrocław. Pierwsze fragmenty spotkania były całkiem wyrównane, bo choć Flagman od początku dyktował warunku to Velicante dotrzymywało kroku (4:3). Jeszcze w pierwszej połowie Flagman uciekł na dwubramkowy dystans, a po zmianie stron wrzucił wyższy bieg, strzelił jeszcze siedem kolejnych goli, jednocześnie samemu nie dając się zaskoczyć i ostatecznie wygrał aż 12:3.

Od samego początku spotkania na Kłokoczycach obie drużyny szły łeb w łeb. Za każdym razem gdy ZF Group wychodziło na prowadzenie, FC 78 Wrocław zdołało odpowiadać i doprowadzało do wyrównania, a w 24. minucie po raz pierwszy wyszło na prowadzenie (3:2). Druga połowa, a konkretnie ostatnie jedenaście minut należało już jednak do ZF Group. Najpierw udało się strzelić gola na 3:3, a tuż przed końcem padły jeszcze dwie kolejne bramki, które zapewniły ekipie ZF Group komplet punktów.

NDB zaatakowało jako pierwsze i objęło prowadzenie w 9. minucie, ale z biegiem czasu Tarant Krzyżowice coraz bardziej zaznaczał swoją przewagę. W pierwszej części walka była bardzo wyrównana i Tarant schodził na przerwę tylko z jednobramkowym prowadzeniem (4:3). Obraz gry uległ jednak całkowitej zmianie i Tarant raz za razem znajdował do bramki, ostatecznie zamykając się na dwunastu trafieniach, podczas gdy NDB było stać na jeszcze tylko jednego honorowego gola.

Foreign Front po raz kolejny udowodnił, że jest wiodącą siłą w piątej lidze i pewnie pokonał Henry Kruse Polska. Już po jedenastu minutach Foreign Front znalazł się na trzybramkowym prowadzeniu i zapewnił sobie tym samym spory komfort. Wynik 3:0 utrzymywał się przez ponad pół godziny, a gdy w końcówce Henry Kruse w końcu strzeliło pierwszego gola, wydawało się, że powalczy jeszcze o korzystny rezultat. Foreign Front miał jednak wszystko pod kontrolą, dorzucił jeszcze dwa trafienia i przypieczętował zwycięstwo.

Pierwsza połowa rozkręcała się dosyć powolnie, ale lepiej radzili sobie w niej Magicy z Rio, którzy w 12. minucie objęli prowadzenie, a w 23. minucie dorzucili również drugą bramkę. Po przerwie AKS Bzowa postanowił podjąć rękawicę i błyskawicznie złapał kontakt, jednak w 29. minucie Magicy ponownie uciekli na dwubramkowy dystans. AKS wciąż walczył, dzięki czemu najpierw ponownie strzelił gola kontaktowego, a w 42. minucie doprowadził do wyrównania, co jak się potem okazało ustaliło wynik tego meczu na 3:3.

W pierwszej połowie nie działo się zbyt wiele, ale jedyny ofensywny akcent zawdzięczamy Jaxan, który w siódmej minucie otworzył wynik tego spotkania. Na kolejne bramki trzeba było natomiast poczekać do drugiej połowy i wówczas to Warriors zaatakowali jako pierwsi, doprowadzając do wyrównania w 26. minucie. Jaxan nie zraził się jednak i dosyć szybko odzyskał prowadzenie, natomiast ostatnie słowo w tym spotkaniu należało do Wojowników, którzy na minutę przed końcem dopięli swego i ponownie doprowadzili do wyrównania.

RunnersHood od początku wziął sprawy w swoje ręce i już w trzeciej minucie wyszedł na prowadzenie. Udało się skutecznie zneutralizować ofensywę FC KR4KEN, a jeszcze przed przerwą dorzucić do tego drugie trafienie. Po zmianie stron KR4KEN musiał szukać sposobu na odrobienie strat, natomiast to RunnersHood dalej miał wszystko pod kontrolą i nie tylko nie stracił przewagi, ale jeszcze ją powiększył. Jak się potem okazało, trafienie z trzydziestej minuty było ostatnim w tym spotkaniu i RunnersHood wygrał ostatecznie 3:0.

ABM System zaliczył bardzo dobry pierwszy kwadrans, w trakcie którego zbudował trzybramkową przewagę (3:0). Deichmann nie załamywał jednak rąk i jeszcze w pierwszej połowie odrobił wszystkie straty, doprowadzając do wyrównania. Na przełomie pierwszej i drugiej połowy ponownie uaktywnili się zawodnicy ABM, którzy najpierw zdobyli bramkę do szatni, a tuż po zmianie stron dołożyli kolejną. Deichmann próbował nawiązać walkę i gonić wynik, natomiast to ABM przeważało i konsekwentnie budowało swoją przewagę i ostatecznie dosyć pewnie sięgnęło po komplet punktów.

Mocne Chłopy już w pierwszej połowie pokazały, że mają chrapkę na zwycięstwo i wyszły na dwubramkowe prowadzenie. W drugiej odsłonie obraz gry niezbyt się zmienił, bo Mocne Chłopy nadał nacierały i dorzuciły jeszcze dwa trafienia, a gdy Furia Dorada wreszcie otworzyła swoje konto bramkowe to chwilę później jej obrona została aż czterokrotnie rozmontowana. Ostatni ofensywny zryw Mocnych Chłopów już definitywnie przypieczętował ich zwycięstwo, które było też trzecim triumfem w wiosennych rozgrywkach.

Od pierwszych minut Rocon Gumzamet Fidasz pokazał, że zamierza sięgnąć po kolejne zwycięstwo, bo szybko objął dwubramkowe prowadzenie. WRO-LOT próbował nawiązać walkę i co jakiś czas udawało mu się złamać defensywę rywala, ale ten za każdym razem odpowiadał kilkoma kolejnymi trafieniami. W ten sposób przewaga regularnie rosła do ostatnich minut i ostatecznie Fidasz uzbierał tego wieczoru dziewięć bramek, bardzo pewnie sięgając po kolejny komplet punktów.

CleverFrame Galacticos na dobre uruchomili swoją ofensywę i ponownie mogą się pochwalić dwucyfrowym dorobkiem. Galacticos przycisnęli ETPK od pierwszych minut i z minuty na minutę budowali swoją przewagę, która na koniec pierwszej połowy była już trzybramkowa (6:3). W drugiej części trwała ofensywna wymiana ciosów i choć ETPK wcale mocno nie odstawało, to siła rażenia była zwyczajnie większa po stronie Galacticos, które ostatecznie wygrało 12:7.