JAXAN LEPSZY W HICIE 2. LIGI. PRZEKONUJĄCE PRZEŁAMANIE ETPK
JAXAN pokonał Dominat 4:1, ETPK rozbiło rywala 14:1, Fidasz był lepszy w hicie “doświadczonych”, a Galacticos ograło faworyta. Zapraszamy na przegląd wtorkowych wydarzeń w PRO!

Minimalnym faworytem pierwszego wtorkowego spotkania był Vorwerk i goście dźwignęli tę odpowiedzialność w niezłym stylu. Kluczem do zwycięstwa w spotkaniu 6. kolejki był dla nich Patryk Kostrzewski, który skompletował hat-tricka i rzutem na taśmę zdecydował o trzecim zwycięstwie swojego zespołu. Zawodnik Vorwerku otworzył wynik w 14. minucie meczu, ale najciekawsze rzeczy działy się w samej końcówce spotkania. Do 38. minuty utrzymywał się wynik 1:1 (wyrównał Szymon Ziętarski), a w ostatnich kilkunastu minutach obejrzeliśmy aż trzy trafienia – z czego dwa autorstwa Kostrzewskiego. Wynik w 48. minucie na 2:3 ustalił gracz RK Essy Filip Kurpienik. Tym samym gospodarze pozostają w strefie spadkowej i pogarszają swoją i tak trudną sytuację, a Vorwerk dzięki wtorkowemu zwycięstwu odskakuję od dna tabeli na dystans 6 “oczek”.

Kapitalny występ przeciwko PKS Wariatom zaliczyło ETPK. Doświadczona ekipa gości nie pozostawiła złudzeń i rozbiła rywala aż 14:1. Przed startem meczu nie zapowiadało się na tak wysokie zwycięstwo ETPK, bo jedni i drudzy okupowali miejsca w strefie spadkowej, ale motywacja gości była widoczna od pierwszego gwizdka arbitra. Wystarczy powiedzieć, że cały skład obecny na Lotniczej przynajmniej raz wpisał się na listę strzelców – ośmiu różnych zdobywców bramek, w tym goalkeeper – Damian Pająk. Już do przerwy ETPK prowadziło 6:0, a po zmianie stron tylko potwierdziło, że absolutnie nie interesuje ich walka o utrzymanie, a znacznie wyższe cele. Kapitalne spotkanie rozegrał duet Rafał Kluska-Kacper Madeja, którzy zakończyli wtorkowy mecz z identycznymi statystykami na poziomie 3 goli i 2 asyst. Dzięki tej wygranej goście opuszczają strefę spadkową i wskakują na 8. miejsce w tabeli, a PKS Wariaty 6. kolejkę zakończą na ostatniej pozycji w 3. lidze.

Świadkami podobnego pogromu byliśmy przy okazji starcia na zapleczu Ekstraklasy. WRO-LOT nie był w stanie przeciwstawić się wybitnie dobrze dysponowanemu od początku sezonu Faworitowi i uległ aż 2:15. Już w 2. minucie wynik spotkania dla gości otworzył Yurii Fahunik i tym samym nastroił swój zespół do skomasowanych ataków. Do przerwy Faworit prowadził aż 7:0 i to pomimo, że nie zjawił się na Lotniczej w swoim najsilniejszym składzie. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, goście grali swój mecz i pozwolili rywalowi na zaledwie dwa trafienia do swojej bramki. Liderami Faworitu we wtorkowy wieczór byli Veaceslav Burdiuja (2 gole, 3 asysty) oraz Maksym Kaniev (3 gole, 2 asysty). Dla gości było to już piąte zwycięstwo wiosną i tym samym utrzymali się na podium 1. ligi. WRO-LOT pozostaje z kolei na 11. miejscu i wciąż czeka na swój pierwszy punkt na zapleczu Ekstraklasy.

W spotkaniu inaugurującym 6. kolejkę 6. ligi również niespodzianki nie było i lider rozgrywek bardzo pewnie pokonał ekipę z dołu tabeli, choć początek meczu sugerował nam sensacyję przy Lotniczej. Wynik w 6. minucie otworzył Sebastian Lauks i to Trapeze prowadziły 1:0. Ten stan rzeczy utrzymywał się przez kolejnych 13 minut, aż wreszcie do wyrównania doprowadził Krzysztof Janczyk i na przerwie schodziliśmy przy stanie 1:1. W drugich 25 minutach goście wrzucili wyższy bieg i bardzo szybko wyprowadzili cztery ciosy, które zamknęły rywalizację w spotkaniu. Trapeze pomimo wielu prób, nie znaleźli już sposobu na defensywę rywala i ostatecznie to DOIIB zgarnęło już szóste zwycięstwo w sezonie. Po raz kolejny z doskonałej strony pokazał się lider ofensywy gości Przemysław Majdzik, który zakończył spotkanie z hat-trickiem i asystą. Trapeze pozostaną na dnie ligowej tabeli, a DOIIB przypieczętował fenomenalną rundę zasadniczą w swoim wykonaniu i pozycję lidera przed podziałem na grupy.

BFC zaczęło ten mecz doskonale i przez 28 minut kontrolowało to, co dzieje się na boisku. Wynik dla drużyny gości otworzył w 7. minucie Uladzislau Andreichyk, kilka chwil później dołożył drugie trafienie, a przed przerwą “poprawił” jeszcze Artur Chacuk i BFC prowadziło pewnie 3:0. Po zmianie stron spodziewaliśmy się szturmu ze strony świetnie atakującego MPK Wrocław, a jednak to goście zadawali dwa kolejne ciosy i po 28. minutach meczu było już 5:0 i wszystko wydawało się rozstrzygnięte. W końcówce jednak sytuacja się zmieniła, bo gospodarzom zaczęło wreszcie wpadać i obudziły się największe ich gwiazdy – Jakub Karbowiak i Jakub Głąb, którzy w krótkim czasie zdobyli trzy bramki dla MPK i w końcówce mogło zrobić się ciekawie. Ostatecznie mimo pogoni za rywalem do ostatnich sekund, to BFC zgarnęło swoje szóste zwycięstwo w sezonie i jest jedyną drużyną w 1. lidze, która wciąż zachowuje komplet zwycięstw. Gospodarze z kolei już na pewno nie poprawią swojej sytuacji i po 6. kolejce będą zajmować 7. miejsce.

Najciekawszym wtorkowym starciem było bez wątpienia spotkanie FC Legionnaires z LGW Football Club. Prowadzenie zmieniało się w tym meczu aż trzykrotnie, a w międzyczasie sześć razy mieliśmy remis i ostatecznie to właśnie podziałem punktów zakończył się ten arcyciekawy mecz. Jako pierwsi do siatki trafili goście za sprawą Daniela Króla, ale do przerwy odpowiedzieli Artem Dudka i Roman Kondratiuk i FC Legionnaires prowadzili 2:1. Po zmianie stron kontynuowaliśmy wymianę ciosów, najpierw do remisu doprowadziło LGW, a potem do głosu doszli rywale, którzy w 38. minucie prowadzili 5:3 i byli na bardzo dobrej drodze ku trzeciemu zwycięstwu. W samej końcówce role jednak ponownie się odwróciły i goście zdobyli aż trzy gole od 44. do 48. minuty i to oni prowadzili 7:6 na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem. Ostatnie słowo należało jednak do tego, który rozpoczął strzelanie dla Leggionaires – Artema Dudka, który kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem ustalił wynik na 7:7. W tym meczu mieliśmy wiele doskonałych występów, ale najlepszy na boisku był gracz gospodarzy Oleksandr Paliivets, który brał udział przy pięciu trafieniach FC Legionnaires. Ostatecznie żadna z ekip nie może być do końca zadowolona z tego remisu, choć cenniejszy jest na pewno dla gospodarzy, którzy walczą o opuszczenie strefy spadkowej. LGW z kolei zaprzepaściło szansę, by wskoczyć na podium rozgrywek 2. ligi.

W starciu w dolnej części tabeli 5. ligi zdecydowanie lepszy okazał się ControlTec, który pewnie pokonał ZW Automation. Pierwsza część gry nie zapowiadała nam tak wysokiej wygranej, bo w pierwszych 25 minutach jedni i drudzy trafili po razie – dla gospodarzy Jarosław Szafran, a dla gości Beniamin Kuś. Po przerwie gra ofensywna ZW dość mocno się zacięła, a strzelali już tylko rywale – po razie Jakub Suszek, Tomasz Trebenda, Kamil Jurkiewicz i w 40. minucie Marcin Palica, ustalając wynik na 5:1. Była to bardzo ważna wygrana dla ControlTec, bo dzięki temu cały czas trzymają się górnej części tabeli. ZW pozostanie z kolei w strefie spadkowej, przynajmniej do kolejnej serii gier.

Klub Kokosa we wtorkowy wieczór zaliczył bardzo dobry występ i ograł Warriors 6:2, dzięki czemu wskoczył na podium tabeli 2. ligi. Początek meczu w ich wykonaniu jednak nie należał do wybitnie udanych, bo to gospodarze jako pierwsi trafili do siatki w 12. minucie za sprawą Andrzeja Zioły. Stracona bramka wpłynęła na gości bardzo motywująco i przed przerwą zdołali odpowiedzieć trzykrotnie, a na listę strzelców wpisali się Dawid Płaczkiewic i Jakub Mikuś, trzeci gol był bramką samobójczą autorstwa Krzysztofa Janickiego. Wynik jednak wciąż był na styku, a Warriors – jak sama nazwa mówi – nie zamierzali odpuszczać i w 34. minucie gola kontaktowego zdobył Zioła. Doświadczenie z gry na wysokim poziomie zawodników Klubu Kokosa zaprocentowało w końcówce, bo sprawy w swoje ręce wziął Płaczkiewicz, który trafił jeszcze dwa razy kompletując hat-tricka, a swoje drugie trafienie zaliczył Mikuś i ostatecznie to Kokosy wygrały 5:2. Dla gości było to niezwykle ważne zwycięstwo, bo w związku z wynikami innych spotkań, pozwoliło im to awansować do TOP3 2. ligi. Warriors z kolei pozostaną w dolnej części tabeli, tuż nad strefą spadkową.

Spotkanie określane przez nas mianem hitowego nie zawiodło, choć ostatecznie tylko jedna z ekip mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Fidasz rozegrał kapitalne zawody, od początku kontrolował wydarzenia boiskowe i ostatecznie pokonał Ceresit 9:6. Strzelanie dla gości rozpoczął Paweł Gniewek, który trafił dwukrotnie – w 3. i 4. minucie i “ustawił” mecz pod dyktando swojej ekipy. Kolejne trafienia Łukasza Rośka i, raz jeszcze, Gniewka sprawiły, że w 10. minucie było już 4:0 i zapowiadało się na pogrom. Ceresit otrząsnęło się po trudnym początku i do przerwy odpowiedziało dwa razy za sprawą Marcina Majaka i Karola Siódmiaka i sytuacja pozostawała otwarta przy stanie 2:4. W drugą część meczu, podobnie jak w pierwszą, lepsi weszli goście i sukcesywnie zdobywali kolejne bramki, a w 35. minucie prowadzili już 9:3. W samej końcówce gospodarze rzucili się jeszcze do ataku i dołożyli trzy trafienia, ale na kolejne zabrakło już czasu. Fidasz wygrał już piąty mecz w trwającej kampanii i goni ligową czołówkę, mając ten sam bilans spotkań co będący na podium Flagman i Faworit. Ceresit po 6. kolejce pozostanie w dolnej części tabeli i musi szukać punktów w kolejnych tygodniach.

Niemałą niespodzianką zakończyło się ostatnie wtorkowe starcie na boisku numer 1 na Lotniczej. FC Orzechowa przegrała swoje drugie spotkanie w trwającym sezonie, ulegając CleverFrame Galacticos 1:3. Przed meczem to gospodarze byli faworytem, ale od początku gry nie potrafili znaleźć drogi do bramki będącego w kapitalnej dyspozycji Marka Szczepanika. Na pierwszą bramkę czekaliśmy do 14. minuty, bo właśnie wtedy wynik otworzył Kamil Ziński. Nie minęła nawet minuta, a na 2:0 dla gości podwyższył Filip Ignacyk i sensacja wisiała w powietrzu. Tuż przed przerwą Orzechowa wreszcie się przełamała i gola kontaktowego zdobył Mateusz Regulski, ustalając tym samym wynik do przerwy na 1:2. Po zmianie stron gospodarze naciskali, szukali wyrównania stanu gry, ale wybitnie zachowywał się między słupkami Szczepanik i pomimo usilnych prób, nie udało im się dopiąć swego. Tuż przed końcowym gwizdkiem gwóźdź do trumny rywala wbił Maciej Jakubczak, ustalając rezultat na 3:1. Jakubczak rozegrał kolejne fenomenalne zawody w tym sezonie, biorąc udział przy wszystkich bramkach CleverFrame Galacticos – przy dwóch pierwszych asystował, a ostatnią zdobył osobiście. Dzięki temu jego ekipa pnie się w górę tabeli, jednocześnie goniąc Orzechową, która pozostanie na 3. miejscu w stawce.

Dominat kapitalnie rozpoczął swoje wtorkowe spotkanie, bo objął prowadzenie już w 3. minucie za sprawą Franciszka Józefa. Wydawało się, że ówczesny wicelider tabeli zmierza po swoją piątą wygraną w trwającym sezonie, ale rywale mieli zupełnie inne plany. JAXAN od razu ruszył do odrabiania strat i do przerwy goście strzelili aż trzy gole, a z bramek cieszyli się Artur Dziubiński, Filip Kapinos i Mateusz Pietrzak. Po zmianie stron gospodarze szukali szans, by odrobić straty, ale w składzie tego wieczora brakowało najlepszego strzelca Jakuba Pelweckiego i miało to przełożenie na kreowane sytuacje. Ostatecznie strat nie udało się odrobić, a w 38. minucie jeszcze jeden cios zadał Adam Pieniacki i ustalił wynik spotkania na 4:1 dla JAXANa. Dzięki temu zwycięstwu ekipa gości przeskoczyła swojego wtorkowego rywala w tabeli i aktualnie zajmuje pozycję wicelidera, Dominat z kolei wypadł z podium i obecnie plasuje się na 4. miejscu w tabeli.

Świetnie z roli faworyta wywiązał się z kolei zespół Flagmana, który bardzo pewnie wygrał kolejne spotkanie na zapleczu Ekstraklasy i umocnił się na podium. Goście byli faworytem już przed startem meczu i udowodnili to na boisku, prowadzając z Wulkanem do przerwy aż 6:1. Taki rezultat mocno zdeprymował gospodarzy, którym trudno było przeciwstawić się tak dobrze funkcjonującej drużynie rywala. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił i ostatecznie Flagman wygrał aż 17:4, zaliczając swoje piąte zwycięstwo w sezonie i umacniając się na pozycji wicelidera tabeli 1. ligi. Gwiazd wtorkowego starcia po stronie gości było wiele, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje Mykhailo Kochmarov, który strzelił 6 goli i zaliczył asystę. Wulkan po sześciu spotkaniach zajmuje ostatnie miejsce wśród ekip na zapleczu Ekstraklasy.