Dziki i Szajka w ofensywnym szale!

Z poniedziałkowych spotkań na największe uznanie zasługują PD WildBoars i Szajka Wrocław. Obie ekipy stworzyły widowisko, jakiego rozgrywki PRO dawno nie widziały, a w całym meczu padło aż 31 bramek! Zobaczmy, co działo się w tym oraz pozostałych starciach, które zainaugurowały piątą kolejkę jesiennych zmagań.

KS Amatorka wraca na zwycięską ścieżkę! Ten powrót był jednak bardzo wymagający, bo Vorwerk postawił Amatorce twarde warunki. Po pierwszej połowie był bezbramkowy remis, ale w 29. minucie Maksym Nikolenko dał prowadzenie Vorwerk. Amatorka potrzebowała chwili, żeby się otrząsnąć i w 36. minucie dzięki trafieniu Kacpra Basiurskiego doprowadziła do wyrównania. Remis utrzymywał się niemal do samego końca, ale ostatecznie w 48. minucie Jarosław Maścinica zdobył drugą bramkę dla Amatorki i zapewnił swojej drużynie komplet punktów.

MPK Wrocław wygląda coraz bardziej imponująco i notuje kolejne pewne zwycięstwo. Już po 18. minutach MPK było na trzybramkowym prowadzeniu, ale gdy Delikatesy otworzyły swoje konto bramkowe w 19. minucie, wydawało się, że będą w stanie powalczyć. Jak się potem okazało, rzeczywistość była zupełnie inna. MPK dorzuciło jeszcze jednego gola w pierwszej połowie, a po zmianie stron aż pięciokrotnie znalazło sposób na bramkarza Delikatesów i w bardzo dobrym stylu zapisało na swoim koncie czwarte zwycięstwo w sezonie.

Piorun Zaodrze otworzył wynik meczu już w czwartej minucie, ale na kolejne trafienia musieliśmy poczekać do drugiej połowy. AKS Bzowa liczył, że będzie w stanie odrobić straty, ale Piorun zdobył trzy bramki między 29. a 34. minutą, czym właściwie rozstrzygnął losy meczu. AKS był w stanie strzelić jedynie honorowego gola, a ostatnie słowo i tak należało do Pioruna, który w 49. minucie ustalił wynik meczu na 5:1.

GOJA Wrocław szybko pozbierała się po porażce z zeszłego tygodnia i zgarnęła trzy punkty w meczu z Faworit. Pierwsza połowa tego spotkania była wyrównana i skończyła się remisem 1:1. Po zmianie stron również przez długi czas byliśmy świadkami wyrównanego starcia i jeszcze w 38. minucie był remis 2:2. Końcówka toczyła się już jednak pod dyktando ekipy GOJA Wrocław, która zdobyła cztery kolejne bramki, a Faworit nie był w stanie w żaden sposób odpowiedzieć i musiał się pogodzić z porażką.

Na pierwszą bramkę w tym spotkaniu trzeba było poczekać do 18. minuty. To wtedy Przyjaciele z Boiska wyszli na prowadzenie, ale WRO-LOT nie odpuszczał i za każdym razem, gdy rywale trafiali do siatki, szybko doprowadzał do wyrównania. Kluczowy dla losów spotkania był okres między 33. a 39. minutą, gdy Przyjaciele zdobyli trzy kolejne bramki i odskoczyli na bezpieczny dystans. WRO-LOT próbował jeszcze nawiązać walkę, ale rywale z zimną krwią dowieźli korzystny wynik do końca.

RK ESSA zaczęła od mocnego uderzenia i już w 10. minucie byłą na dwubramkowym prowadzeniu (2:0). OIRP Seniors nie miało jednak zamiaru się poddawać i jeszcze w pierwszej połowie doprowadziło do wyrównania. Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało jednak do RK ESSA. Bramka Marcina Łatacza w 39. minucie ponownie dała jego zespołowi prowadzenie, którego ESSA nie oddała już do samego końca.

Jeśli Soccer Punch wygrywa, to robi to efektownie. Nie inaczej było w meczu z FC Hasbulla. Już po pierwszej połowie Soccer Punch miał pięciobramkową przewagę (6:1). Po zmianie stron Hasbulla strzelił jako pierwszy, ale potem nastąpił kolejny atak ofensywnej nawałnicy w wykonaniu zawodników Soccer Punch. Od 32. do 47. minuty bramkarz Hasbulli aż ośmiokrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki i nie było najmniejszych wątpliwości co do tego, że Soccer Punch w pełni zasłużył na komplet punktów.

Future Stars PaliPali już w pierwszej minucie wyszło na prowadzenie i wydawało się, że zagra tak, jak potrafiło to robić wiosną. Trawowa szybko odzyskała jednak rytm i w 12. minucie była już na dwubramkowym prowadzeniu. Lider tabeli nadal musiał mocno powalczyć o komplet punktów, bo rywale zdobyli bramkę kontaktową tuż przed przerwą, a gdy Trawowa dołożyła czwarte trafienie zaraz po zmianie stron, Future Stars ponownie odpowiedziało i zmniejszyło straty do jednego gola. Mistrzowie wiosny nie pozwolili jednak przeciwnikowi na więcej i do samego końca utrzymali już szczelną defensywę, a do tego sami dorzucili jeszcze dwie bramki, pieczętując tym samym piąte zwycięstwo w sezonie.

PD WIldBoars i Szajka Wrocław dały prawdziwy ofensywny koncert, w którym łącznie padło aż 31 bramek. Dziki od początku spotkania zbudowały sobie solidną przewagę i już do przerwy uzbierały aż trzynaście bramek! Szajka również regularnie znajdowała sposób na obronę przeciwnika, ale miała znacznie mniejszą siłę rażenia i kończyła pierwsze 25. minut z sześcioma golami straty do rywala (7:13). Po zmianie stron przewaga Dzików topniała, ale mimo świetnej dyspozycji rywala, okazała się wystarczająca, by zgarnąć tego dnia komplet punktów. Obu drużynom należy się jednak specjalne wyróżnienie, bo stworzyły prawdopodobnie najbardziej szalone widowisko w całym sezonie jesiennych rozgrywek PRO.

Alpine Stars zachwyca od początku sezonu, a tym razem zdało prawdopodobnie najpoważniejszy do tej pory test i pokonało Wolves Wrocław. Już po pięciu minutach Alpine miało dwubramkowe prowadzenie, które utrzymywało się przez ponad dwadzieścia kolejnych minut. Po zmianie stron Wolves zamiast odrabiać straty, tracili kolejne bramki. W 32. minucie Alpine prowadziło już 5:0, a w 42. minucie było już nawet 7:1! Dopiero w końcówce Wolves nieco się przebudzili i dwukrotnie znaleźli sposób na defensywę rywala, jednak było już zdecydowanie zbyt późno, by myśleć o odwróceniu losów tego spotkania.

W starciu dwóch ekstraklasowych outsiderów Chaos Wrocław wyraźnie pokonał Wyznawców. Wszystko było jasne już po pierwszej połowie, bo Chaos schodził na przerwę prowadząc 5:0. Po zmianie stron Wyznawcy pokazali się już z nieco lepszej strony, ale było ich stań tylko na dwa honorowe trafienia, podczas gdy Chaos jeszcze minimalnie powiększył swoją przewagę i mógł się cieszyć z niezwykle cennych trzech punktów.

DizBud pokazał, jak skutecznie się przełamać po niemrawym początku sezonu i w efektowny sposób ograł Familię Greco. Już po dziewięciu minutach DizBud był na trzybramkowym prowadzeniu (3:0), jednak Familia nie miała zamiaru się poddawać i w 11. minucie otworzyła swoje konto bramkowe. Zaledwie trzy minuty później Nicolas Malyska, który strzelił gola dla Greco, zdobył bramkę samobójczą, która podcięła nieco skrzydła jego ekipie i ponownie dała DizBud komfortową przewagę. W drugiej odsłonie prowadzenie DizBud urosło jeszcze bardziej, a Familia nie była w stanie wrócić do meczu i po raz drugi w jesiennych rozgrywkach musiała pogodzić się z porażką.