• PRESTIŻOWY TURNIEJ SOCCA - KLIKNIJ TUTAJ, BY DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ!

ANTONISZYN SHOW W 6. LIDZE. FOREIGN FRONT PO RAZ PIERWSZY GUBI PUNKTY

Popis Patryka Antoniszyna w meczu 6. ligi, pierwsze zgubione punkty Foreign Front, a PzB lepsze w hicie kolejki 1. ligi. Sprawdzamy, co działo się w środę na Lotniczej!

Pomimo tego, że Pączusie zagrały swój najlepszy ofensywnie mecz, to nie były w stanie przeciwstawić się Elmar Team. Kapitalne spotkanie rozegrał Patryk Antoniszyn, który strzelił 7 goli i zaliczył asystę i niemalże w pojedynkę poradził sobie z rywalem. Niespodziewanie to Pączusie objęły prowadzenie już w 1. minucie meczu za sprawą Szymona Ambrozika, ale goście po kilku minutach wprowadzających do gry wreszcie złapali rytm i zaczęła się ostra wymiana ciosów. Do przerwy Elmar prowadził 5:2 i miał wydarzenia boiskowe pod kontrolą. Po zmianie stron Pączusie nawiązały walkę, ale gra gol za gol nie mogła przynieść im powodzenia i ostatecznie gospodarze przegrali swój czwarty mecz wiosną. Elmar z kolei zapisał na swoim koncie czwartą wygraną i jest już jedną nogą w grupie mistrzowskiej 6. ligi!

Mecz nie został rozegrany. Walkower na korzyść Team Maślice.

Bez niespodzianki obyło się przy okazji starcia 5. ligi. Łojowice Jónajted już do przerwy prowadziły 3:0 do golach Michała Lipki, Kamila Prusa i Maksymiliana Mikołajczyka. Po przerwie Rafał Orzeszko bardzo szybko otworzył strzelanie dla UBS i wydawało się, że goście spróbują pójść za ciosem i napędzić stracha faworyzowanemu rywalowi, ale spotkanie było pod kontrolą gospodarzy i nie dali sobie wyrwać zwycięstwa. Ostatecznie Łojowice wygrały 5:2 i umocniły się na pozycji wicelidera tabeli 5. ligi, a do Foreign Front tracą już tylko punkt! Kryzys UBS trwa z kolei nadal i goście wciąż pozostają na ostatnim miejscu, bez choćby jednego “oczka” na koncie.

Niemałą niespodzianką zakończyło się zaś inne starcie w 5. lidze, gdzie lider tabeli po raz pierwszy w sezonie stracił punkty z dużo niżej notowanym rywalem. Sporting Mario Team pokazał się z doskonałej strony i udowodnił, że lepsze wyniki w ostatnich tygodniach nie są dziełem przypadku. Początek meczu zwiastował nam jednak scenariusz, który doskonale znamy, bo Foreign Front objęło prowadzenie już w 1. minucie za sprawą Oleksandra Kozhomy, a kilkadziesiąt sekund później ten sam zawodnik podwyższył na 2:0 i niektórzy pewnie w ciemno dopisywali już gościom kolejne 3 punkty. Sporting dość szybko się otrząsnął i doprowadził do wyrównania, a na listę strzelców wpisali się Angel Sanchez i Jakub Markiewicz i wszystko zaczęło się od nowa. Stracone gole dość mocno zmobilizowały jednak gości, którzy do przerwy dołożyli trzy trafienia i schodzili z boiska z wynikiem 5:2. Po zmianie stron gospodarze ani myśleli odpuszczać i zagrali wręcz koncertowo, bo 6 minut po wznowieniu ponownie mieliśmy remis – 5:5! Końcówka spotkania również była szalona, bo na dwa szybkie trafienia Foreign Front, tym samym w końcówce odpowiedział Sporting i ostatecznie starcie zakończyło się sensacyjnym 7:7! Pomimo bardzo dobrego spotkania i wywalczonego remisu, sytuacja gospodarzy nie zmienia się znacząco, bo pozostaną w dolnych rejonach tabeli 5. ligi. Przewaga wypracowana przez Foreign Front również pozwala im nadal piasować pozycję lidera, ale już tylko 1 “oczko” nad Łojowicami.

Kolejne świetne zawody w tym sezonie rozegrała Furia Dorada, która pokonała pewnie 8:3 Klimek PRO. Początek spotkania stał pod znakiem wymiany ciosów, wynik dla gospodarzy otworzył w 7. minucie Mateusz Klimaszewski, chwilę później odpowiedział Juliusz Wendelborn, a potem trafiali jeszcze Maciej Mazur (Sporting) i Igor Lichocki (Furia) i w 21. minucie było 2:2. Ostatnie słowo w pierwszej części gry należało ostatecznie do gości i po golach Tomasza Zaleskiego i ponownie Lichockiego po pierwszych 25 mintuach prowadzili 4:2. Pierwszy gol po przerwie padł w 30. minucie, a jego autorem był Dominik Noweta i ta bramka znowu wlała w serca gospodarzy nadzieję, bo było już tylko 3:4 i bardzo dużo czasu do zakończenia spotkania. Czas jednak mijał, a obydwie ekipy zatrzymały się ze zdobywaniem goli i “martwy” fragment trwał aż do 42. minuty, kiedy po raz drugi do siatki trafił Zaleski i ewidentnie spuścił powietrze z drużyny gospodarzy. Klimek musiał się otworzyć w poszukiwaniu korzystnego rezultatu, co zemściło się w postaci szybkich kontr i kolejnych trzech goli zdobytych przez Furię. Ostatecznie faworyt wygrał pewnie 8:3, choć z perspektywy boiska ten mecz wcale nie był dla nich taki łatwy. W pojedynku superstrzelców po obydwu stronach zdecydowanie lepszy był Igor Lichocki, który zakończył mecz z 3 bramkami, 2 asystami i tytułem MVP.

Fantastycznie zaprezentował się jeden z głównych faworytów do złota w 3. lidze – Lepas Wyznawcy. Gospodarze nie pozostawili rywalom najmniejszych złudzeń i wygrali swoje środowe spotkanie aż 13:2. Do przerwy było “tylko” 4:0, ale pełną kontrolę nad przebiegiem tej rywalizacji miała drużyna Jarosława Kurkowiaka. Po zmianie stron Wyznawcy dołożyli cztery kolejne trafienia i kwestia rozstrzygnięcia była już oczywista. Kapitalne zawody rozegrali Przemysław Matejko (4 gole, asysta) i Łukasz Anklewicz (3 gole, 3 asysty), ale na wyróżnienie zasługuje cała drużyna gospodarzy, która dzięki tej wygranej jest liderem 3. ligi. AKS Bzowa Wrocław będzie musiała szukać punktów w następnych kolejkach, by opuścić strefę spadkową.

W hicie 1. ligi emocji nie było, bo fantastyczne spotkanie rozegrali Przyjaciele Z Boiska i zasłużenie ograli Logistic Solutions Group aż 9:3. Gospodarze już na początku ustawili sobie ten mecz pod siebie, bo po 6 minutach prowadzili 2:0 po trafieniach Karola Borowskiego i Dawida Fajkowskiego. I kiedy w 13. minucie Borowski dołożył trzecią bramkę dla PzB to wydawało się, że rywalizacja skończy się bardzo szybko, ale przed przerwą LSG odpowiedziało trafieniami Łukasza Jaworskiego i Piotra Bigosińskiego i było tylko 2:3. Po zmianie stron dość długo sytucja była nierozstrzygnięta, w 35. minucie na 4:2 podwyższył Bartosz Wdowski, ale kilkadziesiąt sekund później gola kontaktowego zdobył Michał Kołodziej i znowu dystans był tylko jednobramkowy. W ostatnich 10 minutach gra defensywna LSG całkowicie się posypała, co skrzętnie wykorzystali rywale, aplikując aż 5 goli i ostatecznie pieczętując bardzo ważne zwycięstwo. Doskonałe zawody rozegrał Karol Borowski (4 gole), ale wybitny tego wieczoru był też Dawid Fajkowski (2 gole, 3 asysty). PzB dołącza do medalowego pościgu i będąc na 5. miejscu ma tyle samo punktów co wicelider – Flagman. LSG z kolei oddala się od podium i z 12 “oczkami” zajmuje 6. miejsce na zapleczu Ekstraklasy.

Trzeciej z rzędu porażki doznał PRO Team, który w środowy wieczór uległ Black Fox 2:5. Wynik w 3. minucie celnym uderzeniem otworzył Aliaksei Kurak, ale przed przerwą gospodarzom udało się odpowiedzieć za sprawą bramki Dominika Kalachurskiego i rozstrzygnięcie pozostawało otwarte. W drugich 25 minutach lepsi okazali się jednak goście, którzy tworzyli więcej sytuacji i poszukiwali kolejnych trafień, na co PRO Team nie znalazł odpowiedzi. Bardzo dobre zawody rozegrał wspomniany wcześniej Kurak, który mecz zakończył z hat-trickiem i tytułem MVP. PRO Team komplikuje swoją sytuację w tabeli i nawet jeżeli wygra w ostatniej kolejce, to nie może być pewny gry w grupie mistrzowskiej. Black Fox z kolei wygrało już swoje czwarte starcie wiosną i jest niemalże pewne gry z najlepszymi po podziale tabeli.