Wielki występ Alpine Stars, Flagman wciąż dominuje
Alpine Stars odniosło imponujące z Wolves Wrocław, a Flagman po raz kolejny pokazał, że jak na razie nie ma sobie równych w Ekstraklasie i rozprawił się z PD WildBoars. Pora podsumować poniedziałkowe zmagania na Lotniczej.

Już po sześciu minutach Team Maślice prowadził 2:0, a gdy tuż przed przerwą uciekł na trzybramkowy dystans, wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty (3:0). Jak się jednak okazało, scenariusz tego spotkania był zupełnie inny. Między 29. a 37. minutą Przyjaciele z Boiska wrzucili wyższy bieg i zdołali odrobić wszystkie straty z nawiązką! (4:3) W końcówce doszło za to do kolejnego zwrotu akcji. Team Maślice zatrzymał szarżującego przeciwnika i 42. minucie wyrównał, a w końcówce dorzucił jeszcze dwa trafienia, zapewniając sobie ostatecznie zwycięstwo 6:4.

Deichmann uskrzydlony zwycięstwem w poprzedniej kolejce rozpoczął starcie z Noname Grunwald od trafienia w siódmej minucie. Były to jednak miłe złego początki, bo do przerwy no boisku rządził już tylko Noname, który strzelił aż pięć kolejnych goli! (5:1). Tuż przed zejściem do szatni Deichmann rozpoczął mozolne odrabianie strat i szło mu całkiem nieźle, bo do 32. minuty zdołał złapać kontakt (5:4). Noname wytrzymał jednak presję ze strony rywala i sam zadał decydujący cios w 47. minucie (6:4).

Mocne Chłopy przegrywają po raz pierwszy, CleverFrame Galacticos wygrywają po raz pierwszy! Już w trzeciej minucie Galacticos wyszli na prowadzenie i utrzymywali je przez niemal pół godziny, co już sugerowało, że Mocne Chłopy są dziś w zasięgu. Rywale w końcu doprowadzili do wyrównania w 30. minucie, ale zaledwie dwie minuty później Galacticos odzyskali przewagę (2:1). Lider tabeli miał olbrzymie problemy z rozpracowaniem ich defensywy i ostatecznie nie zdołał już tego zrobić, przez co musiał pogodzić się z pierwszą porażką w sezonie, a Galacticos wreszcie zgarnęło pełną pulę.

Równolegle na boisku numer dwa lider tabeli czwartej ligi również miał olbrzymie kłopoty i stracił punkty w starciu z FC Volat. Gdy Black Fox objęli prowadzenie w 2. minucie, wydawało się, że pewnie pójdą po swoje. Skromna, jednobramkowa przewaga utrzymywała się jednak przez całą pierwszą połowę i większość drugiej części. Volat dzielnie walczył i nie dawał się zaskoczyć, aż wreszcie sam zaatakował w 48. minucie i rzutem na taśmę doprowadził do wyrównania, ustalając wynik na 1:1!

Rocon Gumzamet Fidasz w końcu poznał smak zwycięstwa w Ekstraklasie! Fidasz prowadził 2:0 już po pięciu minutach i choć BFC złapało kontakt na koniec pierwszego kwadransa, to Fidasz wrócił do dwubramkowej przewagi tuż przed przerwą (3:1). W drugiej odsłonie BFC ponownie zdobyło bramkę kontaktową, natomiast Fidasz znów wytrzymał presję, a następnie sam dorzucił jeszcze dwa trafienia i przypieczętował tym samym swój pierwszy komplet punktów w jesiennych rozgrywkach.

Flagman wciąż nie traci formy i kolekcjonuje kolejne zwycięstwa. Tym razem w pokonanym polu została ekipa PD WildBoars, choć walka o komplet punktów była niesamowicie zacięta. Przez większość pierwszej połowy trwała wymiana cios za cios i dopiero w samej końcówce Flagman zdołał delikatnie odskoczyć (5:4). Dziki robiły wszystko, żeby dotrzymać rywalom kroku, ale mimo największych starań, Flagman i tak robił swoje. Nie tylko nie dawał się dogonić, ale w pewnym momencie uciekł nawet na trzybramkowy dystans i nie dał już sobie wyrwać wygranej z rąk.

Przełamanie pojawiło się również na koncie FC Hasbulla, który w końcu wygrał swój mecz i zrobił to przy okazji w bardzo dobrym stylu! Już po upływie kwadransa Hasbulla miał trzybramkową przewagę (3:0). Przed przerwą Kruk S.A. również otworzył swoje konto bramkowe, natomiast Hasbulla strzelił gola do szatni, a po zmianie stron uszczelnił defensywę i jeszcze bardziej poprawił atak. Pięć kolejnych trafień pozwoliło w wielkim stylu przypieczętować zwycięstwo i zrehabilitować się nieco za nieudany początek jesieni (9:1).

Starcie dwóch ostatnich mistrzów Ekstraklasy okazało się zaskakująco jednostronne. Alpine Stars od pierwszych minut postanowiło dyktować tempo i szybko uciekło na trzybramkowy dystans (3:0). Do przerwy zrobiło się już 6:2, natomiast prawdziwa nawałnica nastąpiła dopiero po zmianie stron. Wilki były bezradne na kolejne ataki Alpine i w konsekwencji jeszcze dziesięciokrotnie musiały wyjmować piłkę z siatki, podczas gdy same dorzuciły tylko dwa trafienia. Wygrana 16:4 to wielki sukces dla Alpine Stars i prawdziwy pokaz potencjału, który zapewne sięga nawet walki o złoto.