• DOŁĄCZ DO NASZYCH ROZGRYWEK - KLIKNIJ TUTAJ, BY DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ!

Fidasz goni grupę mistrzowską!

Rocon Gumzamet Fidasz w odpowiednim momencie wkroczył na zwycięską ścieżkę.Wygrana z FC Hasbulla była drugą z rzędu i przedłużyła tym samym szansę tej ekipy na znalezienie się w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy! Podsumujmy poniedziałkowe zmagania na Lotniczej.

Dolnośląska Okręgowa Izba Inżynierów Budownictwa i PKS Wariaty na początku szły łeb w łeb i strzeliły po jednym golu, ale w końcówce pierwszego kwadransa Inżynierowie strzelili dwa gole i zdołali nieco uciec (3:1). Po zmianie stron Wariaty złapały kontakt, natomiast DOIIB odpowiedziało dwoma kolejnymi trafieniami i wydawało się, że ma już bezpieczną przewagę (5:2). PKS był natomiast innego zdania i do 44. minuty zdołał zniwelować wszystkie straty (5:5). Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało jednak do Inżynierów, którzy w 49. minucie zapewnili sobie komplet punktów.

Spotkanie zaczęło się spokojnie, ale z czasem Noname Grunwald zaczął przejmować kontrolę i dzięki trafieniom w 15. i 25. minucie zszedł na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem (2:0). W drugiej odsłonie Noname dorzucił jeszcze trzecie trafienie, a gdy Kitsune w końcu otworzyło swoje konto bramkowe w 34. minucie, to nie zdołało pójść za ciosem, bo Noname wrzucił wyższy bieg w ostatnim kwadransie i dorzucił jeszcze trzy gole, zapewniając sobie zwycięstwo 6:1.

W 8. minucie Noname Team przeprowadził skuteczny atak jako pierwszy, ale odpowiedź Furii Dorada była szybka i zdecydowana. Trzy kolejne trafienia w pierwszej połowie dały bowiem tej ekipie solidną zaliczkę przed drugą odsłoną (3:1). Po zmianie stron do głosu ponownie doszedł jednak Noname Team, który dzięki bramkom w 32. i 33. minucie wyrównał stan rywalizacji (3:3). Losy zwycięstwa ważyły się niemal do samego końca, ale ostatecznie losy zwycięstwa rozstrzygnął Bartosz Kusaj, który w 44. minucie zapewnił Furii komplet punktów.

GOJA Wrocław otworzyła wynik meczu w piątej minucie, po czym przez dłuższą chwilę utrzymywała jednobramkowe prowadzenie. Kolejna ofensywna kampania ruszyła w końcówce pierwszej połowy i przyniosła tej ekipie jeszcze dwa trafienia (3:0). W 30. minucie Chaos Wrocław w końcu otworzył swoje konto bramkowe, natomiast GOJA trzymała rywala na dystans, a w ciągu ostatnich dziesięciu minut dorzuciła jeszcze dwa gole i ostatecznie wygrała 5:1.

Rocon Gumzamet Fidasz po ubiegłotygodniowym sukcesie poszedł za ciosem i zgarnął kolejne zwycięstwo! Pierwszej fragmenty meczu były korzystne dla FC Hasbulli, który schodził na przerwę ze skromną przewagą (2:1), a jeszcze do 34. minuty prowadził nawet dwoma bramkami (4:2). Od tamtej pory Fidasz zerwał się jednak do walki i potrzebował zaledwie kilku minut, by odrobić wszystkie straty z nawiązką! (6:4). Hasbulla jeszcze raz zdołał odpowiedzieć i w 43. minucie ponownie był remis (6:6), ale końcówka należała do Fidasza, który strzelił jeszcze trzy gole i zapewnił sobie tym samym komplet punktów.

Wolves Wrocław zaczęli obiecująco, bo objęli prowadzenie w 10. minucie. Jak się okazało były to tylko miłe złego początki, ponieważ do 30. minuty PD Wildboars zdobyli aż pięć kolejnych bramek i zbudowali naprawdę okazałą przewagę (5:1). Wilki nie chciały się tak łatwo poddać i postanowiły jeszcze powalczyć o odrobienie strat. Szło im całkiem nieźle, bo konsekwentnie niwelowały dystans, a w 47. udało im się nawet złapać kontakt (6:5). Ostatecznie zabrakło jednak czasu, by doprowadzić do wyrównania.

Alpine Stars zwalili wszystkich z nóg w ubiegłym tygodniu po tym jak strzelili aż szesnaście goli Wolves Wrocław. W szóstej kolejce ta ekipa nie była może już aż tak efektowna, ale wciąż w dobrym stylu sięgnęła po komplet punktów pokonując BFC (7:2). Największą zasługę ma w tym Giorgi Chokheli, który aż czterokrotnie wpisał się na listę strzelców. Wygrana sprawiła, że Alpine Stars ugruntowało swoją pozycję w czołówce i znajduje się obecnie na drugim miejscu, a BFC ma już coraz mniejsze szanse na znalezienie się w grupie mistrzowskiej.

Miała być formalność i choć ostatecznie nie było może aż tak łatwo, to Flagman i tak sięgnął po pełną pulę. Wynik udało się otworzyć już w 1. minucie, a na koniec pierwszego kwadransa podwyższyć prowadzenie. Kruk starał się jednak podjąć rękawicę i nie dawał przeciwnikowi uciec. Dwukrotnie udawało mu się nawiązać kontakt. Od 30. minuty Flagman zaczął mocniej naciskać, co poskutkowało ucieczką na bezpieczny dystans. Przewaga rosła do samego końca i ostatecznie zatrzymała się na czterech bramkach (7:3).