• DOŁĄCZ DO NASZYCH ROZGRYWEK - KLIKNIJ TUTAJ, BY DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ!

Festiwal strzelecki RK Essy na początek jesieni!

Za nami drugi dzień rozgrywek PRO – tym razem już w dwóch lokalizacjach i aż 10 spotkań na sześciu różnych poziomach rozgrywkowych. Fantastyczny mecz RK Essy, silna jak zawsze Orzechowa i pierwszy punkt debiutanta w rozgrywkach. Sprawdzamy, co działo się przy Lotniczej i na Kłokoczycach we wtorek!

Pierwszy jesienny wieczór na Kłokoczycach rozpoczęliśmy od meczu 5. ligi, w którym Balon Team mierzył się z Vorwerkiem. I choć wszystko sugerowało, że faworytem tego spotkania są goście, to absolutny debiutant na poziomie PRO udowodnił, że stać go w tym sezonie na wiele. Gospodarze już w 4. minucie otworzyli wynik za sprawą Konrada Jakubowa i od samego początku meczu pachniało ogromną niespodzianką. Goście naciskali, szukali możliwości do doprowadzenia wyrównania i ostatecznie tuż przed przerwą udało się to zrealizować za sprawą Aleksandra Szłapki i po 25 minutach było 1:1. Wydawało się, że po zmianie stron Vorwerk wreszcie złapie wiatr w żagle i udowodni swoją wyższość na tle debiutanta, ale pomimo licznych sytuacji z obydwu stron wynik już się nie zmienił i Balon Team w swoim debiutanckim spotkaniu w PRO zdobył swój pierwszy, cenny punkt.

Motomyszy z Marsa, jako debiutant, nie miały tyle szczęścia co Balon Team i pomimo twardo postawionych warunków, ostatecznie uległy Foreign Front 2:4. Spotkanie od samego początku było emocjonujące, bo już w 2. minucie wynik otworzył Oleksandr Kozhoma. Kilka minut później odpowiedział jednak Mateusz Luby i na boisku numer 1 mieliśmy wynik 1:1. Momentalnie po wznowieniu gry jednak po raz kolejny dał o sobie znać Kozhoma, który trafił po raz drugi i ustalił wynik do przerwy na 2:1 dla gości. Gospodarze od początku drugiej połowy byli bardzo zmotywowani do tego, by wrócić do gry i udało im się to osiągnąć już w 27. minucie za sprawą Krzysztofa Dębowskiego. Motomyszy nie poszły za ciosem, co w końcówce wykorzystała ekipa gości. W 38. minucie na listę strzelców wpisał się Vitalii Zapototskyi, a sześć minut później wynik na 4:2 ustalił Ivan Gromov. Motomyszy na swoje pierwsze punkty w PRO poczekają jeszcze przynajmniej tydzień, a aktualny mistrz 5. ligi imponująco rozpoczyna sezon.

Dość sensacyjnym wynikiem zakończyło się za to spotkanie na boisku numer 2. Tarant Krzyżowice uległ Sii aż 2:6, choć przed spotkaniem wydawało się, że to właśnie gospodarze będą faworytem wtorkowego starcia – Tarant w końcu grał o jedną klasę rozgrywkową wyżej i radził sobie w niej całkiem nieźle. Na otwarcie wyniku musieliśmy czekać bardzo długo, bo dopiero w 24. minucie wynik otworzył Mateusz Rychlikowski i Sii prowadziło 1:0. Ten gol ośmielił gości, którzy od tego momentu, sukcesywnie co kilka minut dokładali kolejne trafienie. Do przerwy druga bramkę dołożył Artur Czaiński i po 25 minutach pachniało małą sensacją. Po zmianie stron zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo do siatki trafili kolejno Łukasz Burzyński, Mateusz Boras i Zbigniew Lichocki i w 41. minucie wynik brzmiał: 5:0 dla Sii! Dopiero w końcówce przełamali się gospodarze, ale bramki Wojciecha Gniewka i Łukasza Bekieszczuka na nie wiele się zdały. Tym bardziej, że ostatnie słowo należało do gracza gości Tomasza Frąckiego, który w 49. minucie ustalił wynik spotkania na 6:2. Debiut na poziomie 4. ligi, sześć goli, sześciu różnych strzelców – tak można rozpoczynać nowy sezon! Tarant Krzyżowice o swoje pierwsze punkty powalczy za tydzień.

Minimalnym faworytem drugiego wtorkowego starcia na Kłokoczycach byli FC Outsiders i z tego miana wywiązali się w doskonały sposób, pokonując Furię Dorada 4:2. W poprzednim sezonie w tabeli dzieliły ich zaledwie trzy punkty, ale goście udowodnili we wtorkowy wieczór, że taki rezultat absolutnie nie był przypadkowy. Już w 1. minucie wynik otworzył Rostyslav Shulha i od samego początku ustawił mecz pod dyktando Outsiders. Kilka minut później “poprawił” Yehor Sokolenko i było już 2:0. W 12. minucie bramkę kontaktową zdobył Edwin de Vos i takim wynikiem zakończyła się pierwsza część gry. Druga połowa rozpoczęła się niezwykle obiecująco dla Furii, bo Krzysztof Bęben w 30. minucie doprowadził do wyrównania i wszystko zaczynało się od początku. Zanim jednak gospodarze zdążyli nacieszyć się z remisu, to ponownie przegrywali, bo kilkadziesiąt sekund później prowadzenie 3:2 outsidersom dał Dmytro Krasovkyi. Wynik do samego końca wisiał na włosku, ale w ostatnich sekundach “gwóźdź do trumny” rywala wbił Shulha, zdobywając swoją drugą bramkę i ustalając wynik na 4:2 dla gości.

Wyborny początek sezonu Jesień 2026 zaliczyła ekipa RK Essa, która we wtorkowy wieczór rozpoczęła rozgrywki 6. ligi od bardzo przekonującego zwycięstwa 15:4 nad ControlTec. Początek spotkania nie sugerował aż takiego pogromu, nawet pomimo tego, że już w 1. minucie wynik otworzył Arkadiusz Carzyński. Kolejne bramki padały jednak w dość bezpiecznym tempie, a wszystko zmieniło się po pierwszym trafieniu dla ControlTec w 13. minucie (wówczas na 1:3). Stracona bramka dodatkowo nakręciła Essę, która rzuciła się do ataku i już do przerwy prowadziła 6:1. W drugą część gry weszli równie mocno i sukcesywnie dobijali kolejne trafienia, kompletnie rozbijając swojego rywala. Fantastyczne spotkanie całego zespołu RK Essa, ale na szczególne wyróżnienie zasługują MVP Jakub Witkowski (3 gole, 2 asysty), Arkadiusz Dyrda (4 gole) i Arkadiusz Carzyński (3 gole, 2 asysty). Droga ku powrotowi do 5. ligi rozpoczęta z przytupem!

Faworyt nie zawiódł w ostatnim spotkaniu drugiej serii gier na boisku numer 2. PKS Wariaty nie wygrały żadnego spotkania w sezonie Wiosna 2025, ale karta odwróciła się już w pierwszym starciu jesieni, bowiem pokonali oni FC Dinamo Wrocław 5:4. To zwycięstwo jest tym bardziej cenne, że wywalczone w ogromnych trudach, po bardzo wyrównanym spotkaniu. W 21. minucie Wariaty prowadziły już 3:1, ale przed przerwą gospodarzom udało się zdobyć gola i sprawa zwycięstwa pozostawała otwarta. Tym bardziej, że po przerwie jako pierwsi do siatki trafili gracze Dinamo i w 36. minucie spotkanie zaczynało nam się od nowa. Dość szybko gościom udało się opanować sytuacje i ponownie wyjść na prowadzenie, co do końca meczu już się nie zmieniło. Ostatecznie PKS Wariaty zgarniają arcyważne trzy punkty na starcie sezonu, które pozwolą im napędzić się w drodze do powrotu do 3. ligi, a FC Dinamo Wrocław będzie musiało na pierwsze punkty jeszcze poczekać.

Świadkami doskonałego widowiska, z mała niespodzianką pod względem wyniku, byliśmy z kolei w trzeciej serii gier na Kłokoczycach. W meczu 1. kolejki 2. ligi Warriors ograli LGW Football club 6:5 po naprawdę doskonałym spotkaniu. Od początku spotkania doskonale dysponowany był gracz gospodarzy Oskar Madziała, który w 10 minut skompletował klasycznego hat-tricka i w 13. minucie Warriors prowadzili 3:1. Wydawało się, że LGW traci kontakt z rywalem, ale później górę wzięło ich doświadczenie i do wcześniejszej bramki Daniela Króla, dwie dołożył Krystian Jakubowski i na przerwę obie ekipy schodziły przy stanie 3:3. Po przerwie bardzo szybko na prowadzenie wrócili gospodarze za sprawą Krzysztofa Janickiego, ale później role się momentalnie odwróciły i gole Mateusza Niedziałkowskiego oraz Marcina Napierały sprawiły, że w 41. minucie sensacyjnie po raz pierwszy na prowadzenie wyszło LGW. W końcówce sprawy w swoje ręce wziął fantastycznie dysponowany tego wieczoru gracz Warriors Oskar Madziała i wspólnie z Dawidem Krężelem zapewnili niezwykle cenną wygraną ekipie gospodarzy. Przed meczem faworytem było LGW, ale na swoje pierwsze punkty jesienią jeszcze muszą poczekać.

Ostatnią serię gier na boisku numer 1 na Lotniczej zakończyliśmy starciem w 3. lidze, w którym ABM System ograło Piorun Zaodrze 2:1. Przed spotkaniem wydawało się, że faworytem tego meczu są właśnie gospodarze, którzy Wiosną 2026 grali w wyższej lidze i radzili sobie tam naprawdę dobrze. Piorun Zaodrze udowodnił jednak, że również o “piętro wyżej” jest w stanie radzić sobie naprawdę dobrze i zabrakło niewiele, by wyrwać faworytowi choćby jeden punkt. Kluczową postacią po stronie ABM System był Rafał Zdunek, który zdobył obie bramki dla swojej ekipy i zgarnął tytuł MVP. Autorem jedynego gola dla Pioruna Zaodrze był Adrian Orlicki. ABM System w poprzednim sezonie walczył do końca o medale 3. ligi i już na początku jesieni robi ważny krok w kierunku tego, by ponownie walczyć o najwyższe cele. Piorun pokazał się we wtorkowy wieczór z naprawdę dobrej strony, ale na pierwsze punkty musi jeszcze poczekać.

Fantastyczna końcówka spotkania zapewniła zwycięstwo FC Orzechowej w starciu z FC 78 Wrocław. Przed meczem minimalnym faworytem wydawali się gospodarze, ograni i doświadczeni na tym poziomie rozgrywkowym. Beniaminek pokazał jednak, że dwa awanse w ciągu dwóch sezonów nie były przypadkowe, a oni chcą piąć się dalej w proligowej hierarchii. Wynik spotkania już w 5. minucie otworzył Piotr Nowakowski i FC 78 prowadziło 1:0. Orzechowa szukała swoich szans, ale brakowało im skuteczności i pierwsza połowa zakończyła się minimalnym prowadzeniem gospodarzy. Po przerwie obraz gry nie zmienił się diametralnie i do ostatnich minut musieliśmy czekać aż gościom w końcu zacznie wpadać – a jak już zaczęło, to hurtowo. Bohaterami FC Orzechowej zostali Konrad Jagodziński i Dmytro Kuras, którzy od 43. do 50. minuty zdobyli w sumie trzy gole dla beniaminka i dali mu pierwsze zwycięstwo na poziomie 2. ligi.

Bardzo pewnym zwycięstwem sezon Jesień 2026 rozpoczęła ekipa Ceresit, która pokonała pewnie 6:2 Chaos Wrocław. Mecz od początku do końca był pod kontrolą gospodarzy, którzy pozwalali rywalowi długo rozgrywać piłkę, ale tylko z dala od własnego pola karnego, a im bliżej swojej bramki tym defensywa była bardziej skomasowana i zdeterminowana, by odebrać piłkę i skontrować. Wynik gospodarzom udało się otworzyć w 15. minucie za sprawą… gola samobójczego rywala. Chwilę później na 2:0 dla Ceresit podwyższył Piotr Galuś i takim wynikiem zakończyła się pierwsza część gry. Po zmianie stron również spotkanie rozkręcało się dość powoli, a wszystko co najważniejsze rozpoczęło się w 37. minucie, kiedy do bramki Chaosu trafił Grzegorz Korecki i dał gospodarzom już trzybramkowe prowadzenie. Kilka chwil później ten sam gracz dołożył kolejne trafienie i na 10 minut przed końcem meczu kwestia zwycięzcy była już właściwie rozstrzygnięta. W ostatnich fragmentach honor gości dwoma trafieniami uratował Michał Wierzbicki, a dwie ostatnie bramki dla gospodarzy zdobył Przemysław Matuszyk i to on ustalił wynik na 6:2. Ceresit doskonale wchodzi w sezon jesienny i pokazuje, że wiele dobrego z ich udziałem może się jeszcze wydarzyć. Chaos rozpoczyna od falstartu i na swoje pierwsze punkty będzie musiał jeszcze poczekać.